czwartek, 18 lutego 2010

George Noory nie wierzy w przypadki.

Jakiś czas temu pisałem, że powinienem sobie sprawić słownik frazeologiczny. Kiedy w drodze do pracy zbłądziłem do lokalnej taniej książki, by sprawdzić, czy rzucili coś ciekawego, i proszę - słownik taki czekał już na mnie na półce. Nie kosztował wiele, miał twardą oprawę i 5000 haseł, postanowiłem więc poszaleć. Później pokręciłem się jeszcze trochę pomiędzy półkami; moją uwagę zwrócił ilustrowany podręcznik Samoobrona dla kobiet. Zaintrygowało mnie, na ile samoobrona dla kobiet różni się od normalnej samoobrony.

Generalnie: nie bardzo, ale nie da się chyba wymyślić nowych chwytów czy dźwigni. Zauroczył mnie rozdział poświęcony wykorzystaniu powszechnie dostępnych przedmiotów jako broni; jeśli któraś z czytelniczek nie miałaby jeszcze tej świadomości, torebka, parasol czy zwinięta gazeta mogą mieć naprawdę mnóstwo wykorzystań. Co do samych chwytów, książka poświęciła cały rozdział obronie przed molestowaniem: mogłem dowiedzieć się, jak wykręcić komuś rękę, gdy bez zgody obejmuje Cię w ramionach, a jak, gdy łapie za tyłek. Całkiem interesujące, pomyślałem, ale jednak do wykorzystania wyłącznie w bardzo specyficznych sytuacjach.

Dzisiaj jadłem obiad w spaghetterii ze św. Joanną od Akwariów. Cieszyliśmy się w spokoju naszym makaronem, gdy nagle podszedł do nas jakiś żul; wytarta bluza, stare trampki, średnia higiena osobista. Zaczął się nad nami nachylać i coś mruczeć, aż w końcu mocnym i nieprzyjemnym gestem objął mnie łapą w ramionach.

Heh.

Powinienem chyba wrócić do taniej książki i szarpnąć się na ten podręcznik - z czystego podziwu dla faktu, jak to czasem wydarzenia zabawnie się układają.

*

Marta Mazowszanka docieka prawdy:

Zamaskowany Anglisto, te internetowe zapiski nie oddają Twojego rzeczywistego "ja"! Są wygładzone i pozbawione pazura. Powinieneś wyjawić swoją prawdziwą twarz, na przykład przez publikację porównania, którym opisałeś mi zajęcia z panią specjalnej troski.

Dlaczego miałbym odmówić? Oto ono:

Wyobraź sobie, że masz świnię na sznurku.
Ciągniesz ją na nim przez bagno.
Świnia ma urwane obie nogi.

There you have it, taka właśnie twarz kryje się widocznie pod maską. W zasadzie sprawniej byłoby chyba napisać "dwie", ale dla kronikarskiej dokładności pozostawiam wersję pierwotną.

*

Archeolog Maciej zgłasza z kolei poparcie dla jedynego uczciwego polityka na świecie. Panie, panowie, przed Wami nadzieja Ukrainy... Jegor Łupan!

6 komentarze:

  1. Nareszcie! Każda przyzwoita self-creation powinna mieć swoje granice :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałam zauważyć, że kandydat jest wymalowany jak jaka lafirynda i w związku z tym, nie budzi mojego zaufania.
    Szarpanie się na podręcznik może nie pomóc w nauce samoobrony, szarpanie się z innymi i owszem :)
    Wbrew wszelkim logicznym przesłankom może mieć sens opisanie osobno technik dla kobiet i dla "normalnych" :D

    OdpowiedzUsuń
  3. W dawnych czasach miałam zawsze garść soli w kieszeni, tak na wsjaki słuczaj, a w drugiej stary klucz o długości 15 cm :) Przezorny zawsze przygotowany!

    OdpowiedzUsuń
  4. Sól to ma wampiry i inne upiory?

    OdpowiedzUsuń
  5. Przy okazji, drogi Anglisto. Komputer to dla mnie narzędzie pracy, ja mam się skupiać przy nim, a nie pluć, charczeć, kwilić, gryźć klawiaturę, itp!
    Tymczasem przeczytałam cały październik w tym 2 odcinki Domu nad rozlewiskiem, którego ani nie czytałam ani nie widziała, i nie żałuję i na pewno nie obejrzę :) Będę czytać ciąg dalszy, ale na razie melisa, spokój i obowiązki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzisiaj stwierdziłem, że wpis jest dwuznaczny, więc wyklaruje - chwyt z podręcznika okazał się faktycznie skuteczny :P

    Sól i klucz? O ile dobrze pamiętam, jeden znajomy Vlada nosił do celów samoobrony młotek, a inny shuriken w kurtce. Możliwe wyjaśnienia:
    a) Vlad obracał się w dziwnym towarzystwie.
    b) nic dziwnego, musieli wszak obcować z Vladem.

    OdpowiedzUsuń

Moderacja włączona nie dlatego, że gardzę Waszymi opiniami, True Believers, ale by uniknąć porastającego stare blogi spamu!