Generalnie: nie bardzo, ale nie da się chyba wymyślić nowych chwytów czy dźwigni. Zauroczył mnie rozdział poświęcony wykorzystaniu powszechnie dostępnych przedmiotów jako broni; jeśli któraś z czytelniczek nie miałaby jeszcze tej świadomości, torebka, parasol czy zwinięta gazeta mogą mieć naprawdę mnóstwo wykorzystań. Co do samych chwytów, książka poświęciła cały rozdział obronie przed molestowaniem: mogłem dowiedzieć się, jak wykręcić komuś rękę, gdy bez zgody obejmuje Cię w ramionach, a jak, gdy łapie za tyłek. Całkiem interesujące, pomyślałem, ale jednak do wykorzystania wyłącznie w bardzo specyficznych sytuacjach.
Dzisiaj jadłem obiad w spaghetterii ze św. Joanną od Akwariów. Cieszyliśmy się w spokoju naszym makaronem, gdy nagle podszedł do nas jakiś żul; wytarta bluza, stare trampki, średnia higiena osobista. Zaczął się nad nami nachylać i coś mruczeć, aż w końcu mocnym i nieprzyjemnym gestem objął mnie łapą w ramionach.
Heh.
Powinienem chyba wrócić do taniej książki i szarpnąć się na ten podręcznik - z czystego podziwu dla faktu, jak to czasem wydarzenia zabawnie się układają.
*
Marta Mazowszanka docieka prawdy:
Zamaskowany Anglisto, te internetowe zapiski nie oddają Twojego rzeczywistego "ja"! Są wygładzone i pozbawione pazura. Powinieneś wyjawić swoją prawdziwą twarz, na przykład przez publikację porównania, którym opisałeś mi zajęcia z panią specjalnej troski.
Dlaczego miałbym odmówić? Oto ono:
Wyobraź sobie, że masz świnię na sznurku.
Ciągniesz ją na nim przez bagno.
Świnia ma urwane obie nogi.
There you have it, taka właśnie twarz kryje się widocznie pod maską. W zasadzie sprawniej byłoby chyba napisać "dwie", ale dla kronikarskiej dokładności pozostawiam wersję pierwotną.
*
Archeolog Maciej zgłasza z kolei poparcie dla jedynego uczciwego polityka na świecie. Panie, panowie, przed Wami nadzieja Ukrainy... Jegor Łupan!
Nareszcie! Każda przyzwoita self-creation powinna mieć swoje granice :D
OdpowiedzUsuńChciałam zauważyć, że kandydat jest wymalowany jak jaka lafirynda i w związku z tym, nie budzi mojego zaufania.
OdpowiedzUsuńSzarpanie się na podręcznik może nie pomóc w nauce samoobrony, szarpanie się z innymi i owszem :)
Wbrew wszelkim logicznym przesłankom może mieć sens opisanie osobno technik dla kobiet i dla "normalnych" :D
W dawnych czasach miałam zawsze garść soli w kieszeni, tak na wsjaki słuczaj, a w drugiej stary klucz o długości 15 cm :) Przezorny zawsze przygotowany!
OdpowiedzUsuńSól to ma wampiry i inne upiory?
OdpowiedzUsuńPrzy okazji, drogi Anglisto. Komputer to dla mnie narzędzie pracy, ja mam się skupiać przy nim, a nie pluć, charczeć, kwilić, gryźć klawiaturę, itp!
OdpowiedzUsuńTymczasem przeczytałam cały październik w tym 2 odcinki Domu nad rozlewiskiem, którego ani nie czytałam ani nie widziała, i nie żałuję i na pewno nie obejrzę :) Będę czytać ciąg dalszy, ale na razie melisa, spokój i obowiązki :)
Dzisiaj stwierdziłem, że wpis jest dwuznaczny, więc wyklaruje - chwyt z podręcznika okazał się faktycznie skuteczny :P
OdpowiedzUsuńSól i klucz? O ile dobrze pamiętam, jeden znajomy Vlada nosił do celów samoobrony młotek, a inny shuriken w kurtce. Możliwe wyjaśnienia:
a) Vlad obracał się w dziwnym towarzystwie.
b) nic dziwnego, musieli wszak obcować z Vladem.