Ostatnio składa się jakoś tak, że siadam do pisania na blogu w godzinach wybitnie późnych. Nic może w tym dziwnego, skoro grafik robi się coraz bardziej napięty! Cieszę się niesamowicie, bo od jednego samotnego ucznia doszedłem do etapu, kiedy nie jestem pewny, czy dam radę wziąć jeszcze kogoś w relatywnie normalnych godzinach. Błysnę może tym, że od dzisiaj jestem zajęty przez siedem dni w tygodniu (niedziele co prawda jedynie co drugie, ale...!), zaś moja sława zatacza coraz szersze kręgi i skusiła najwyraźniej panią z Niemiec, która będzie przyjeżdżać do Trójmiasta na zajęcia ze mną (zapewne nie wyłącznie po to, ale...!). Trzymajmy więc kciuki, by tak dobrą passę udało się utrzymywać jak najdłużej.
W tym tygodniu miałem pierwsze zajęcia z dyslektyczną dwunastolatką. Okazało się, że potrafię porwać także dziatwę, bo mała na koniec zajęć zachwyciła się spontanicznie, że zaczyna rozumieć i nikt jej tego jeszcze tak nie tłumaczył. Bardzo miłe! W tygodniu wracam więc przeważnie około 21:00-22:00, potem zaś siedzę nieco z rodziną, a kiedy rodzina zaczyna się kłaść - ja biorę się za zaprowadzanie ładu w Gotham w świetnej grze z Batmanem Arkham City. Kładę się przeważnie około drugiej lub trzeciej, ale nie wadzi mi to ani odrobinę: jako najemny anglista mogę sobie spać do dziesiątej.
Jedna z pań, z którą mam zajęcia, narzeka bardzo na pracę w korporacji i zazdrości mi freelancerskiego trybu pracy. To dowód na to, że człowiekowi zawsze chce się czegoś innego, bo ja z kolei z chęcią zabawiłbym się w regularną pracę na korporacyjnym stanowisku - ale nie da się ukryć, że jako gun for hire prowadzę życie pełne przygód i podróży. Co dzień inne miejsca, inne domy, inni uczniowie! Podłapuję już, co i jak najlepiej załatwić, gdzie mam po drodze dobrą budkę z hot-dogami, jak przeskoczyć autobusami, żeby nie kwitnąć na przystanku i z kim w jakich kwestiach się dogadać. Jest dynamicznie, jest interesująco i czuję, że to robota w sam raz na moją piękną młodość!
Może i zasuwam po całym Trójmieście i po kaszubskiej dziczy, może i spędzam sporo czasu w dojazdach - ale z Coast to Coast na uszach dojazdy mi nie straszne, a przede wszystkim dobrze pamiętać o tym, że nieustannie robię to, co lubię - i do tego czuję, że staję się w tym coraz lepszy. Trzymajmy więc kciuki, by wszystko nadal szło tak zadowalająco!
0 komentarze:
Prześlij komentarz
Moderacja włączona nie dlatego, że gardzę Waszymi opiniami, True Believers, ale by uniknąć porastającego stare blogi spamu!