środa, 29 lutego 2012

29. lutego niech będzie od dzisiaj znany jako "da fuq" day!

Da fuq, po prostu!

Zacznijmy od gdańskiej ZTM, firmy zajmującej się tam przewozami autobusowymi; dzisiaj wspięli się bowiem na wyżyny humoru! Otóż widzicie: jadę sobie spokojnie autobusem, patrzę na krajobrazy za szybą, aż nagle na przystanku wsiada jakiś facet i kładzie obok kierowcy torbę z logiem ZTM. Kolega kierowcy?, zastanowiłem się; guzik prawda, pan niczym święty Mikołaj sięgnął do torby i zaczął rozdawać pasażerom kalendarzyki z logiem ZTM. Mi wcisnął nawet dwa; miły gest!, pomyślałem.

Zaraz po tym dobroczyńcy przyszedł kolejny pan... i zaczął sprawdzać bilety.Bilet zawsze kupuję - lubię nawet kontrole, bo dzięki temu czuję, że warto wysupłać te kilka złotych - więc po całym zdarzeniu zostało mi właśnie miłe poczucie bycia świadkiem doskonałego trollingu oraz łagodne da fuq?

Kolejne da fuq przyszło w autobusie na Kaszuby. Zaraz za mną siedziała przyczyna depresji czyichś rodziców; dziewczę w okolicach wczesnej dwudziestki nieustannie głośno mamlające przez komórkę. Mamlała przez całą drogę, więc szybko zdecydowałem, że mogę zdjąć z uszu Coast i poszukać rozrywki u niej. Czego tam nie usłyszałem! Najlepsza była jej powtarzana psiapsiółce po drogiej stronie rada: musisz na swoją dupę patrzać, tłum. "dbaj o własne interesy". Taka myśl przewodnia przyświecała całemu wywodowi; zapamiętałem z niego, że trzeba jak najszybciej wyjść za mąż i zajść w ciążę, bo z dzieckiem na bruk nie wyrzucą i dostaje się dwupokojowe mieszkanie za friko. I w ogóle wyjść za mąż to dla mieszkania trzeba, nie z jakichś tam innych powodów, ona tak też, chociaż przecież tego by temu swojemu nie powiedziała (dobrze, że nie jechał tym samym autobusem). I tak dalej, i tak dalej; klasyczny white trash, zaś poczucie da fuq rosło z każdą minutą interesującego i pełnego rad monologu.

Kiedy zaś dotarłem do domu, zrobiłem sobie herbatę, włączyłem komputer i odczytałem na allegro taki oto komentarz wystawiony pod moim adresem:

"Dziękuje Losowi , że mogłem dokonać transakcji z TYM CZŁOWIEKIEM !!! Gdyby takich jak ON było więcej, Allegro przypominałoby Niebiańską Przystań do której znużony wędrowiec pragnie powrócić niczym w ramiona Matki!!! SZCZERZE POLECAM"

Rozumiem, że się cieszysz, facet, ale... da fuq?

wtorek, 28 lutego 2012

Pamiętacie, jak ostatnio pisałem o tym, że terminarz powoli mi się zapełnia?

Teraz już praktycznie się zapełnił, ostatniej chętnej na zajęcia musiałem z przykrością odpisać, że mogą ją wziąć jedynie, jeśli pasują jej zajęcia w środę pomiędzy 9:00 a 11:00. Oczywiście, nie oznacza to, że prowadzę zajęcia od świtu do zmierzchu... ale to był jedyny sensowny termin, który mogłem jej zaproponować. Dostałem bowiem propozycję prowadzenia kursów w jeszcze jednej firmie, tym razem w Gdyni - zaczynam od poniedziałku! Tym razem to nie układ 2x2x2 lekcyjne, ale 2x zegarowe, a więc właściwie... 2,66 lekcyjnej, jeśli dobrze liczę! Not bad, not bad at all, szczególnie, że zaraz potem mam w odległości spacerku 2x lekcyjne u prywatnej klientki.

Ale dosyć o biznesie! Przez cały wczorajszy wieczór byłem zajęty tworzeniem handoutu, który zawierałby w telegraficznym skrócie materiał gramatyczny z dwóch miesięcy zajęć. Tekst ten nazwałem świętym zwojem i czuję, że taką właśnie rolę będzie pełnił - co prawda odrobinę się przejechałem i dopiero po wydrukowaniu dostrzegłem, że uciekło mi tam jedno a, ale wiadomo - takie rzeczy zawsze wyłapuje się dopiero po druku. Wersja 1.01 będzie już pozbawiona literówek! Zwój ma dwie strony, z jednej znajduje się opisowe tłumaczenie gramatyki, z drugiej tysiąc tabel z zaimkami, przyimkami, wh- questions, określeniami czasu i tak dalej. W samym środku arkusza wstawiłem zaś takiego oto mędrca:
Szyk zdania twierdzącego, moi drodzy; żelazna podstawa. Czuję, że zwój będzie mi się przydawał jeszcze wielokrotnie - naniosłem więc w stopce swoje nazwisko i numer telefonu! Po pierwsze, propaganda musi funkcjonować; po drugie zaś uważam, że trzeba podpisywać własne materiały. Just because.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Może i tak, ale jeśli ja rano nie napalę, to siedzę potem w zimnym!

Kawałek, który zawsze miło sobie przypomnieć! Montaż na YouTube też może być, bo w końcu czego poza zdjęciami trzeba tu więcej?

W sieci roi się też od kawałków, w których ludzie próbują wokalnie pociągnąć tę wyliczankę do czasów nam współczesnych, ale zazwyczaj średnio im to wychodzi. Wydaje mi się, że manewr zastosowany w tym montażu jest bardziej elegancki!

niedziela, 26 lutego 2012

Jeśli ci jeszcze nie dokuczył luty, to pal dobrze w kominie i miej kożuch suty!

W lutym runda inwigilacji nadchodzi w niedzielę, ponieważ luty jest najkrótszym miesiącem, a do tego mamy rok przestępny!

...just roll with it, guys. Zaczynamy! Jak zwykle, wszystkie terminy wyszukiwań są stuprocentowo autentyczne.

strój ogórka - otwieramy mocnym akcentem, i to od razu w nowej specjalności Inwigilacji: strojach. Drżyjcie!
undertaker nagrobki - wrestlingowe transparenty czcące Undertakera przyjmują czasem formę nagrobków z nazwiskami jego "ofiar".
kombajn do zbioru ogórków - kombajn niepotrzebny; wynajmij kaszubską dziatwę. W okresie zbiorów ogórków i tak mają wakacje.
and my radio says - ...tonight it's gonna freeze? Zobaczymy, póki co odwilż!
strój w 3000 roku - wróci moda na rycerzy.
facet morena miecze - widzicie? Niektórzy już szukają akcesoriów! Najwidoczniej przepowiedziałem przyszłość.
przepowiedziałam przyszłosc - aaaaa!
ozdoba akwariowa flary - podwodne flary ładnie wyglądają, ale co na to ryby?
strój she janet czarny - strój Janet firmy SHE wygląda tak, ale masz pecha - dostępne kolory to różowy, czerwony i żółty!
tatuaz mario - chcesz się związać na całe życie z uroczym hydraulikiem? Lepiej zacznij od tatuaży zmywalnych:
jak nazywa sie ta gra co na srodku kładzie się taki kołek ? - drejdel.
metanabol islandzki - produkowany z najczystszego mchu!
it is hard to fail but it is worse never to have tried to succeed tłumaczenie - "tak źle i tak niedobrze".
porno puszyste ostre baby - pierwszy porn search, i to dosyć późno!
marko zaror - aktor filmów akcji z Chile, jak się okazuje.
strój harleyowca - kolejny strój? Już dostarczam!
Oh yeah!
strój wonder woman - i ten dostarczam!
gdy wschodzi słonce dlaczego robi się zimniej - bo w piecu już po całej nocy zgasło, proste.
polska meta - meta to końcowy punkt wyścigu, ale polska meta? Skojarzenia wędrują zupełnie gdzie indziej.
bawarska dziewczyna - proszę, nawet cztery! Skoro stroje bawarskie przewijają się nieustannie w terminach wyszukiwań, może uczyńmy z tego okoliczność do nauki. Oto one!
co może być instrumentem muzycznym - wszystko! Najlepsze są zęby, można otworzyć paszczę i grać na nich dwoma ołówkami jak na cymbałkach. Wymaga lusterka albo dobrego wyczucia, ale na pewno porwie słuchaczy.
muppety polski dubbing - ujdzie.
sceny niemalże łużkowe - w Muppetach? No nie wiem!
krzywi kosmici z ufo - nie mam pojęcia, dlaczego krzywi, ale mam pod ręką bardzo dobrą ikonę z kosmitą.
pomórnik - pomórnik pisany przez "ó" to pomorski odpowiednik chupacabry. Pomurnik pisany przez "u" to z kolei gatunek ptaka.
o diable smutnym - Smutny diabeł siedział na kamieniu nad brzegiem krowiego stawu. Nagle wygiął się w kształt litery U i wykrzyknął Wasz Bóg jest martwy, ja zajmę jego miejsce!, po czym rzucił się w szale do stawu, zostawiając na jego tafli rozchodzące się kręgi.
asp modelka - czy Asp to jej artystyczny pseudonim?
bawarskie zabawy porn - nareszcie! Zacząłem się już obawiać, że przez mrozy libido w narodzie spadło.
środki na glistę - Gdy Cię męczy glista / pomoże Anglista!
ufo obrazy - obrazy? Ikona powyżej ci nie wystarczyła?
polaczki - nie każdy wie, że to pogardliwe określenie osób narodowości polskiej stanowi w istocie rozkaz często niegdyś wydawany polskiej służbie - po laczki!
say it right multimedialny kurs wymowy angielskie torrent - naprawdę, nie stać cię na to, żeby ten bardzo solidny program uczciwie kupić i wspomóc autorów? Nie bądź świnia, warto sypnąć groszem.
zwariowane melodie kogut ten tego - wiecie, jak się nazywa? Ja wiem: Foghorn Leghorn. Pytanie tylko, do czego mi ta wiedza?
koks czaszka - jaki kraj, takie tajemnice. Jedni mają czaszki kryształowe, inni czaszki z koksu.
plastikowe oczy - upiększą każdy sprzęt AGD!
green lantern planeta oa - zgadza się. A wiecie, w czym Green Lanterns trzymają pokonanych łotrów? W sciencells. I powiedzcie, że komiksy nie są fantastyczne.
totem rodziny - może to już czas, by wyciosać nasz?
komiks spotkanie z kosmitą - ostatnio czytałem komiks, w którym z kosmitami spotkał się Daredevil. Tylko on był w stanie przeciwstawić się najeźdźcom, który dziwacznymi promieniami oślepili całą ludzkość! Morał płynie stąd taki, że może nie zawsze, ale czasami dobrze być ślepym. Zapamiętajmy to jako aksjomat Daredevila.
śmierć batmana - czy zobaczymy ją w najnowszym kinowym filmie? Nie byłby to zły manewr.
czy kamas zrozjezdza czlowieka zomiaki - Zombiaki to gra, w której atakują zombie; Zomiaki to gra, w której atakuje zomo.
epicka impreza slang - nadużywaniem słowa "epicki" nie zdobędziesz mojej sympatii; na szczęście to sformułowanie wychodzi powoli z mody, wracając tam, skąd wypełzło - czyli wśród licealistów chcących wydawać się cool.
fu manchu - posiadacz jednego z najlepszych wąsów na świecie.
piękny mężczyzna - Fu Manchu, jak wspomniałem.
gośka daje dupy -
strój bawarski - pojawił się w terminach wyszukiwań z pięćdziesiąt razy, wypada więc zamieścić go ponownie!
jak zostać leśniczym - dobre pytanie. Może po leśnictwie? Leśnictwo to także oryginalna nazwa miejscowości w Konin County, jak podaje wikipedia.
doktor menele - Doktor Menele, o ile pamięć mnie nie zawodzi, występuje w komiksie internetowym Puchałke, który jest ohydną i wulgarną parodią Kubusia Puchatka. Poszukajcie, jeśli takie rzeczy Was kręcą; mnie czasami i owszem!
triki zetonami - Człowiek Koń potrafi wrzucić pokerowy żeton to szklanki z alkoholem, następnie wypić go i nie zauważyć.
vista print zmuwiłem wizytówki czym oni wysyłają - mają flotę tresowanych kretów, którym przywiązują wizytówki do ogonów. Kret z Twoim nazwiskiem już do Ciebie ryje.
żaby akwariowe co jedzą - może muchy akwariowe? Szczerze mówiąc podejrzewam, że wsuwają coś w rodzaju mrożonych robali, których pełną lodówkę ma św. Joanna.
snoop dogg kupił obraz - super, cieszę cię!
kastet - okazało się, że moja nieletnia siostra nie wiedziała, czym jest kastet! Cała rodzina ją doedukowała.
gladiator zboża - "robisz gladiatora?", zapytał mnie ktoś, kiedy szedłem przez wysokie kaszubskie trawy z rozłożonymi rękoma, by czuć, jak prześlizgują mi się pod dłońmi. Zapewne chodzi więc o tę scenę!
chłopak zrobił zdjęcie z rąk w kształcie serca - ręce były w kształcie serca? Ręce (poucinane?) były ułożone w kształt serducha? Kto wie?
polak potrafi - tartak - polski tartak zrób to sam składa się z piły i flaszki. Heblarki nie ma, wystarczą siekacze.
old radia - nieźle lookują.
strój kaszubski damski -przykro mi, strój kaszubski to chyba jedyny damski strój, który nie ma swojej sexy wersji dostępnej przez internet. Czyżbym odkrył niszę rynkową?Nie byłoby to właściwie takie trudne! Skracamy spódnicę o 3/4, zabieramy koszulę spod spodu i wycinamy w kamizeli goły brzuch. Czerwona taśma zostaje, czepek możemy jakoś odpicować. Zapisy od dzisiaj!
gdzie postawic w domu stare radio
- na chybotliwej półeczce nad wanną!
obora głęboka - głęboka obora? Oczywiście! Kaszubi są tak skąpi, że zamiast kupić więcej ziemi pod kolejną oborę budują pionowe obory podziemne. Wyglądają trochę jak połączenie silosu rakietowego i pszczelego ula, świnie trzyma się w komórkach na ścianach.
krotki komiks o duchu
- z przyjemnością!Bawi mnie to niezmiernie; jeśli Was też, więcej znajdziecie w doskonałym komiksie sieciowym Pictures for Sad Children.
tłuczenie młotem po brzuchu - to pewnie jakaś zabawa rodem z Shaolin.
małpa jak mnie najdzie ochota - przywiążę ja do płota!
majtki vlada - już myślałem, że ktoś z Was, true believers, sprawdza moją czujność, ale termin ten został wklepany w google gdzieś w Podkarpackim!
wybijam w miasto weekend - świetnie, cieszę się!
zmiękczanie wody w akwarium - to raczej pytanie do św. Joanny, ja na szczęście nigdy nie musiałem regulować twardości wody.
koksy po stosunku - contender do pasa mistrzowskiego w kategorii terminów wyszukiwań, ale "grube kobietki przebrane zajączki" nadal trzymają się twardo.
stół zrobiony z radia - interesujące, Vlad leci na takie rzeczy.
dziewczyny w kaloszach - każdy ma swoje upodobania!
na zapleczu sklepu - na zapleczu można czasami znaleźć kapsle po piwie. To ważne, kiedy pojawiają się promocje wymagające wysłania określonej ilości kapsli!
grubi ludzi człowiek swiata - jestem z tobą, man. Jestem z tobą.
dinozaury fruwające - nadal są widywane tu i ówdzie! Niejeden świadek dzwonił już do Coast.
strój klauna gdynia - wiecie, że Johnny Depp boi się klaunów? Dlatego właśnie tak rzadko bywa w Gdyni.
kastet kolekcjonerski - wykonany z kaszubskiego drewna, twardego jak kuta stal!
narysować iro mana - co? Nie słyszę! Narysować piromana? No dobra, już odpalam profesjonalny edytor grafiki Microsoft Paint.Oto piroman tańczący nocą wśród płomieni! Neat, huh?
Kurczak Wen Szan Ci Ting - lubię chińszczyznę, ale tego chyba nie jadłem!
komiks z onomatopejom - to jest właśnie problem szkolnictwa: uczy się tępych młotów czym jest onomatopeja, ale oni nie potrafią jeszcze na dobre pisać.
ciecie drzew zapewniajace bezpieczenstwo - ciecie drzew to starsza nazwa zawodu, który dziś określamy mianem leśników.
polki w negliżu -o, nasz wyrafinowany amator pornu? Witaj po raz kolejny!
obracanie zwykłym nożem - połóż nóż na stole, popchnij szybko rączkę i patrz, jak hipnotycznie wiruje!
złowrogi tur - wykonane w paincie obrazki ze złowrogim turem starają się być nowym meme. Dawno temu w ciemnych spelunach internetu coś takiego określano jako forced meme i lano na to ciepłym moczem.
sudoku satanistyczne - wszędzie wychodzą same szóstki?
roguelike games jakie polecacie - ADOM po trzykroć. Nethack też jest ponoć fajny, ale nie grałem.
krowa dlugowlosa - jak?
najdziwniejsze nazwy polskich miejscowości - o, znowu pytanie problemowe! Wierzcie w to lub nie, ale wpadłem na anglojęzycznej wikipedii na Leśnictwo, miejscowość z Konin County. Jeszcze do końca do siebie nie doszedłem.
jak można zrobić plakat na dzień kobiet przykłady robione przez dzieci - awfully specific, this one.
kwejk odpowiedz mi - niestety, kwejk nie jest dobrym źródłem informacji. Nie jest też dobrym źródłem humoru.
diabeł kaszubski - to dosyć ciekawe, bo diabeł kaszubski jest znany - niestety, bez kaszubskich znaków - jako Znozk. W ludowych podaniach pojawia się często jako klasyczny dla wielu kultur trickster; archetypiczna postać bardziej nastawiona na płatanie figli i szerzenie chaosu, niż faktycznie zła. To ciekawa sprawa dlatego, że Znozk na Kaszubach otoczony był (bywa?) kultem, który bardziej przypomina jakieś obrzędy wokół świętych w santorii czy voodoo, niż klasyczne chrześcijaństwo.
kraina sodomii - i tym optymistycznym akcentem zakończmy!

Wnioski z lutego: jakoś mniej pornu, ale więcej strojów; tytuł czempiona nie zmienił rąk od ostatniego miesiąca. Czy te tendencje się utrzymają? Czy możemy wierzyć w cokolwiek? Sprawdzimy za miesiąc!

sobota, 25 lutego 2012

Small town, saturday night #9: perła Kaszub!

Zylc. Po 13,50 za kilogram, dostępny na każdym rogu. Jedzcie zylc!
Wygląda tu niemal jak lazania, ale smakuje zupełnie inaczej. Pamiętajcie - najlepszy zylc robi się ze świńskiego łba!

piątek, 24 lutego 2012

Raport z pola walki!

Ostatnio składa się jakoś tak, że siadam do pisania na blogu w godzinach wybitnie późnych. Nic może w tym dziwnego, skoro grafik robi się coraz bardziej napięty! Cieszę się niesamowicie, bo od jednego samotnego ucznia doszedłem do etapu, kiedy nie jestem pewny, czy dam radę wziąć jeszcze kogoś w relatywnie normalnych godzinach. Błysnę może tym, że od dzisiaj jestem zajęty przez siedem dni w tygodniu (niedziele co prawda jedynie co drugie, ale...!), zaś moja sława zatacza coraz szersze kręgi i skusiła najwyraźniej panią z Niemiec, która będzie przyjeżdżać do Trójmiasta na zajęcia ze mną (zapewne nie wyłącznie po to, ale...!). Trzymajmy więc kciuki, by tak dobrą passę udało się utrzymywać jak najdłużej.

W tym tygodniu miałem pierwsze zajęcia z dyslektyczną dwunastolatką. Okazało się, że potrafię porwać także dziatwę, bo mała na koniec zajęć zachwyciła się spontanicznie, że zaczyna rozumieć i nikt jej tego jeszcze tak nie tłumaczył. Bardzo miłe! W tygodniu wracam więc przeważnie około 21:00-22:00, potem zaś siedzę nieco z rodziną, a kiedy rodzina zaczyna się kłaść - ja biorę się za zaprowadzanie ładu w Gotham w świetnej grze z Batmanem Arkham City. Kładę się przeważnie około drugiej lub trzeciej, ale nie wadzi mi to ani odrobinę: jako najemny anglista mogę sobie spać do dziesiątej.

Jedna z pań, z którą mam zajęcia, narzeka bardzo na pracę w korporacji i zazdrości mi freelancerskiego trybu pracy. To dowód na to, że człowiekowi zawsze chce się czegoś innego, bo ja z kolei z chęcią zabawiłbym się w regularną pracę na korporacyjnym stanowisku - ale nie da się ukryć, że jako gun for hire prowadzę życie pełne przygód i podróży. Co dzień inne miejsca, inne domy, inni uczniowie! Podłapuję już, co i jak najlepiej załatwić, gdzie mam po drodze dobrą budkę z hot-dogami, jak przeskoczyć autobusami, żeby nie kwitnąć na przystanku i z kim w jakich kwestiach się dogadać. Jest dynamicznie, jest interesująco i czuję, że to robota w sam raz na moją piękną młodość!

Może i zasuwam po całym Trójmieście i po kaszubskiej dziczy, może i spędzam sporo czasu w dojazdach - ale z Coast to Coast na uszach dojazdy mi nie straszne, a przede wszystkim dobrze pamiętać o tym, że nieustannie robię to, co lubię - i do tego czuję, że staję się w tym coraz lepszy. Trzymajmy więc kciuki, by wszystko nadal szło tak zadowalająco!

czwartek, 23 lutego 2012

Oto moment, w którym moi panowie...

...wznieśli oczy i ręce ku niebu w międzynarodowym geście rozpaczy i rezygnacji, znanym też jako "ja pier...!". Dialog zaczyna teacher:

- OK, pamiętamy, jak jest "krawat"?
- "Tie". A jak jest "mucha"?
- "Bow tie".
- Aaa. Szkoda, że nie "fly". No wie pan, jak "mucha".
- Nie, nie; kiedy mowa o ciuchach, to "fly" oznacza rozporek.

To był właśnie ten moment.

środa, 22 lutego 2012

Powrót około 22:00...

...więc dziś na blogu jedno prawda o UFO.
Już jutro na wszystkich przedmieściach!

wtorek, 21 lutego 2012

Goodness lives on in Marvel Comics!

Wiecie, jak jest jedna z ciekawszych rzeczy związanych z czytaniem starych komiksów? Strony z listami. Jeśli zeszyty zostały dobrze zarchiwizowane, zachowały się także rzeczy niezwiązane z samymi historiami - takie jak wspomniane kolumny listów czy antyczne reklamy. Dzisiaj, po upływie niemal półwiecza, przynosi to czytelnikowi masę radości! Z chęcią uraczę Was kilkoma listami ze starego Daredevila:
Czy to nie sympatyczna historia? Daredevil, ślepy superbohater, źródłem radości dla ociemniałych nawet w dalekiej Starej Anglii! Stary Stan (o ile to on odpowiadał na listy) tak się wzruszył, że aż zafundował autorom prenumeratę. Ludzka twarz biznesu! Czas na list zaangażowany pod względem rasowym:
Neat, huh? Proces równouprawnienia także na łamach komiksowych, i to w zamierzchłych latach '60! Przy okazji tego listu możemy wspomnieć o dwóch elementach marvelowskiej kultury z tamtego okresu: Brand Echh oraz no-prizes. Ta pierwsza, czasem występująca jako Brand X lub Distinguished Competition, to oczywiście - widzicie pierwsze litery tej ostatniej wersji - wydawnictwo DC. Przez pewien czas Marvel wydawał nawet parodystyczny magazyn Not Brand Ehh, w którym naśmiewali się tak z własnych bohaterów, jak i z na przykład z konkurencyjnego Batmana.

No-prizes to z kolei nagrody przyznawane czytelnikom za pomoc w kreatywnym wyjaśnieniu jakiegoś niedopatrzenia z komiksu (po co Daredevilowi zapalone światło w mieszkaniu, skoro jest niewidomy?) lub podrzuceniu dobrej koncepcji (jak działa jego schowana w pałce linka?). Jeśli któryś z czytelników jakoś się zasłużył, dostawał - przynajmniej w początkowym okresie działalności wydawnictwa - no-prize, czyli kopertę... bez nagrody, zupełnie pustą. Tak czy inaczej, fajna pamiątka! Czas na...
You've been polishing up...? Polish the series...? I see what you did there, Drzewiecki, I see what you did there. Na sam koniec - wyraz zachwytu, z którego zaczerpnąłem tytuł wpisu:
Wszędzie kochają Daredevila! Przyznam się do tego, że i ja zjadłem kilka komiksów.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Wracając do tradycji zamieszczania muzyki z trailerów...

...ten na przykład kawałek znałem wcześniej, ale teledysk zobaczyłem ostatnio po raz pierwszy - i całkiem mi się spodobał!

Jakiś czas temu urządziłem sobie słuchanie gigantycznej dziesięciopłytowej składanki hitów industrialu. Nie martwcie się jednak, nie będę Was nimi po kolei katował!

niedziela, 19 lutego 2012

Small town, saturday night #8: gnaty i granaty!

Wiele aptek i ośrodków zdrowia ma specjalnie zorganizowane kąciki dla najmłodszych; zazwyczaj leży w nich kilka przechodzonych zabawek oraz wyczytana książeczka lub dwie. Jak wygląda taki kącik na Kaszubach? Wytężcie nieco wzrok, bo gablota odbija niestety otoczenie.Dla przyjezdnych dzieci z Polski ustawiono klasyczny stolik; dla dzieci z Kaszub zorganizowano zaś gablotę z bronią i pamiątkami wojennymi. U góry czapka oficerska, na dole pistolet, trochę amunicji i coś, co wygląda jak szczypce do wyciągania kul z przyjętych w boju ran. Na deser plakat wzywający Do broni! Wiadomo - kaszubskie dzieci idą do apteki albo dopiero wtedy, gdy urwie im nogę (wtedy motywujące hasła się przydają, bo na naszą biologię niewiele innego działa), albo po butelkę amolu dla dziadka (bo poprzednią już wytrąbił, a jeszcze czuje się trzeźwy). Oby los oszczędził Wam w najbliższym czasie wizyt w aptekach, pogoda szaleje!

sobota, 18 lutego 2012

Brak wczorajszego wpisu...

...mogę usprawiedliwić w jedyny sensowny sposób - piłem z Vladem i młodym Maciejem! Samo picie było na tyle ciekawe, że wypada nieco o nim wspomnieć.

Zacznijmy od samego lokalu, w którym zwykliśmy się spotykać. To jeden z gdańskich barów; brzydki jak siedem nieszczęść, z obskurnymi stolikami, niedziałającymi gniazdkami kontaktowymi i pasującym jak pięść do nosa płaskim telewizorem na ścianie, często nastawionym na typowo barowo-rozrywkowe stacje w rodzaju TVN 24. Obsługa jest generalnie mało sympatyczna, ogrzewanie działa wyjątkowo marnie, a toaleta jest zamykana na klucz, bo do czego by to doszło, gdyby każdy mógł się bez problemów załatwiać. Z tych właśnie powodów bar - pomimo niezłej lokalizacji - świeci zazwyczaj pustkami.

Pierwszy raz zaciągnął nas tam młody archeolog Maciej i poszliśmy raczej z uprzejmości, żeby zobaczyć, jaką mordownię poleca tym razem. Od piwa do piwa jakoś się jednak przekonaliśmy do lokalu; wybór alkoholi mają do rzeczy, a luzy na sali oznaczają, że nigdy nie ma problemów ze znalezieniem stolika - zdarzało się nieraz, że byliśmy jedynymi klientami. Cały ten przydługi wstęp ma swoją rację bytu; otóż widzicie, wczoraj cały bar był pełen. Jakaś zorganizowana grupa urządziła sobie tam spotkanie; być może i oni docenili uroki pustej sali.

Graliśmy sobie radośnie w karciankę Magic: The Gathering i obalaliśmy piwa. Namiętnie grywaliśmy w Magica w gimnazjum i w liceum, a że ostatnio przeżyłem renesans zainteresowania tą zabawą, pokupowałem bojsom talie na święta i możemy teraz rąbać aż miło; jeśli coś Wam to mówi, to Vlad siedzi obecnie za sterami zielono-czarnej zmodyfikowanej Deathly Dominion, młody archeolog tłucze czarno-niebieską Devouring Skies w stanie czystym, a ja pilotuję mój własny niebiesko-czerwony twór oparty o archetyp Burning Vengeance. Generalnie wygrywa młody archeolog, więc nie świadczy to chyba najlepiej o moich i Vlada umiejętnościach składania talii. Ale to nieistotne, ważne, że zabawa jest przednia!

Do kart i picia prędko doszły też szanty, bo spotykająca się grupa miała delikwentów z gitarami. Nie każdy to wie, ale całkiem lubię szanty i wiele znam na pamięć; zacząłem się zatem przyłączać do samczych śpiewów, szczególnie, że chłopaki grali naprawdę sympatyczne kawałki. Trudno też na lepsze miejsce do śpiewania szant, niż nadmorski bar, z którego można praktycznie napluć do zatoki! By wyrazić moje uznanie dla grających, puściłem w ruch piersiówkę z domowym magicznym eliksirem; wypili dzielnie i ze smakiem, zaczęli nawet dopytywać się o metody produkcji. Ha!

Później towarzystwo zaczęło się przerzedzać, szanty przeszły w humorystyczne piosenki o zbieraniu na wino, a rzucona przeze mnie w odpowiedzi dycha dodatkowo zacieśniła więzi pomiędzy stolikami - wykonawca przyszedł do nas i zagrał nam dziękczynny kawałek. Atmosfera była więc fantastyczna i wyszliśmy może nieco chwiejnym krokiem - dolewanie do piwa magicznego eliksiru potrafi człowieka zeszmacić - ale wyjątkowo zadowoleni.

Ale dosyć już skrobania tutaj! Dostałem właśnie zlecenie na tekst, czas więc wziąć się do roboty, bo kac już praktycznie zszedł. A pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu nie miałem kaca absolutnie nigdy!

czwartek, 16 lutego 2012

Dostałem właśnie kolejnego maila o tytule "język anielski".

...wiem, że przyjemnie się mnie słucha na zajęciach, ale nie przesadzajmy! Miałem w tym tygodniu zajęcia z nową korepetytantką; obrodziło ostatnio nowymi korepetytantkami, bo pod moje anielskie skrzydła trafiły dwie panie - matka i córka - z rodzimego miasteczka, pewna nadzwyczaj energiczna kobieta z Polski (która akurat mieszka na Kaszubach!) oraz młoda architekt z Trójmiasta. Zajęcia ze wszystkimi z nich to czysta przyjemność, gdyż każda z nich jest otwarta, uśmiechnięta i zdeterminowana, by poprawić swoje umiejętności językowe. Otrzymałem też propozycję poprowadzenia czteroosobowej grupy i przygotowania ich do egzaminu, ale - uwaga - nie wiem, czy uda mi się wepchnąć ich gdzieś w grafik! Nadeszły dobre czasy; warto było, wzorem zespołu Blue System, wznosić modły do kosmitów.

Na pierwszych zajęciach staram się zawsze określić poziom danej osoby; nie lubię robić tego sztywnym testem, skoro zajęcia są indywidualne, możemy zwyczajnie porozmawiać. Jednym z tematów, które wykorzystuję w takich dialogach klasyfikacyjnych, jest dieting. Zazwyczaj temat jest dosyć neutralny - albo ktoś próbował, albo nie - jednak tym razem wpadłem na panią, która pracowała jako modelka. Podzieliła się historiami o tym, że agencja zabraniała jej kompletnie jeść rzeczy z patelni, a do tego okazjonalnie kazała jej też zwyczajnie nie jeść nic. Fakt - nadal jest chuda jak szczapa.

By uczcić sukcesy, zamówiłem z allegro wór komiksów - jeśli liczyć na strony, to będzie ich tam około dwóch tysięcy. Mowa o czterech essentials, czyli czarno-białych wydaniach zbiorczych starych pozycji; w moje ręce trafi mniej więcej po 50 numerów The Amazing Spider-Mana oraz Daredevila z lat '60. W polskim tłumaczeniu, co prawda - trochę się tego obawiam - ale to dobry kolekcjonerski zakup... chociaż komiksy z lat '60 to zdecydowanie aquired taste, dzisiaj głównie o uroku rozczulających ramotek. Z pewnością podzielę się wrażeniami, kiedy przyjdą!

środa, 15 lutego 2012

Wróciłem z zajęć po 22...

...mam więc dla Was wyłącznie taką życiową lekcję:
Ta wiedza może ocalić Wam życie!

wtorek, 14 lutego 2012

Kusi mnie, żeby zatytułować adekwatnie do treści, ale wtedy mogę zepsuć efekt - odpuszczam zatem!

Podczas dzisiejszych zajęć pojawiło się zdanie w rodzaju She still lives in the USA. Młody (już też mi się przyjęło, chociaż zapewne szczególny przedział lat nas nie dzieli) spojrzał, zrobił dziwną minę i zapytał, czy still nie oznacz też kraść. Skąd!, ucieszyłem się, bo pojawił się kolejny dobry przykład na podkreślenie wagi długości samogłosek; zobacz - still, steal, steel. Na to Młody zamyślił się i zapytał: Bo kojarzę taką piosenkę chyba Snoop Dogga "Still Dre". Still what? zainteresowałem się; can you spell it? Młody ma spelling w małym palcu, więc tym razem nadeszła moja pora na radosne rozjarzenie się: Oh, I get it, like "Dr." Dre! Czyli chodzi pewnie o to, że "ciągle Dre" albo "nadal Dre", a nie "kradnij, Dre".

Aaa, rozumiem!, ucieszył sie Młody. Ale ten teledysk... no, takich dwóch Murzynów, ja byłem przekonany, że oni tam coś jumają.

Brzydko i rasistowsko, ale padłem!

Wiele radości przyniosła też potem próba przetłumaczenia couple jako "kopulować". Zasadniczo prawie tak, źródłosłów mamy ten sam, ale mamy tu a couple, a nie to couple. To będzie "para". Po polsku też mamy podobne słówka - "para" i "parzyć się". Ważne, by wszystko wykorzystać jako okazję do nauki!

steal faster, Dre, dem whiteys are comin'!

poniedziałek, 13 lutego 2012

Lelkowiec krzykliwy na wierzbie!

...tak przynajmniej można to przetłumaczyć jeden z wersów zgodnie z szybkim internetowym rzutem oka. Czy jednak interesuje nas ornitologia, czy nie, mamy tu jeden z najbardziej uroczych westernowych kawałków - a nawet dwa, jeśli chcemy być dokładni!

Nie było to długie, więc puśćmy sobie jeszcze raz. Ja stawiam!

niedziela, 12 lutego 2012

Późno, a ja zamiast uczciwie pisać na blogu...

...rozwiązuję zagadki kryminalne w solidnej grze komputerowej L.A. Noire! Uratuje mnie jednak kolekcja pulpowych okładek, która dojrzewa w ciemnych zakamarkach dysku. Dzisiaj dwie, jakże uroczo ze sobą kontrastujące:
Czym są forbidden feats of strength? Tego nie wie nikt.
Conquer the Earth to za to hasło, które na okładkach będziemy widywać dość często. Ankieta związana z relacją blog/facebook właśnie się zakończyła (oficjalny wynik - przytłaczająco za zamieszczaniem linków do wszystkich wpisów!), czas zatem na kolejną. Dzisiaj może to być tylko jedno pytanie: Muscle Boy czy Brain Boy?

sobota, 11 lutego 2012

Small town, saturday night #7: kaszubska obfitość!

Takie bulwy u nas rosną, nawet pod śniegiem.Dodam tylko, że moje łapy nie są skarlałe - bulwa naprawdę jest rozmiarów płuca!

piątek, 10 lutego 2012

Wór trailerów!

Wiem, że nie ufacie recenzjom; wiem, że nie ufacie prasie. Ufacie tylko mi i to bardzo mądrze z Waszej strony, ale oznacza to również, że od czasu do czasu wypada mi rzucić Wam garść trailerów, w które możecie uwierzyć! Zacznijmy od nowego Spider-Mana, który podejmuje się ryzykownego manewru wyrzucenia poprzednich trzech filmów do kosza i ponownego rozpoczęcia całej historii.

Wygląda bardzo, bardzo dobrze! Przede wszystkim: oddali Parkerowi głos i teraz słyszymy, jak dowcipkuje w stroju Człowieka-Pająka, co zawsze było mainstay jego komiksowych przygód! Pajęcze ruchy też są bardziej komiksowe i wyglądają naturalniej, niż w poprzednich adaptacjach. Poza tym mamy Gwen Stacy jako love interest, nie od razu Mary Jane, co stwarza sequelowy potencjał do opowiedzenia na ekranie jednej z ważniejszych historii ze Spider-Manem - The Death of Gwen Stacy. Opatrzyłbym to ostrzeżeniem przed spoilerami, ale ta storyline ma już niemal czterdzieści lat, so there you have it. Że sequel będzie, widać od razu - głównym łotrem wydaje się być The Lizard, ale w tle miga już wieżowiec OsCorp - własność ukochanego przez miliony Normana Osborna, jednego z moich ulubionych łotrów Marvela - więc potraktujmy to jako strzelbę na ścianie w pierwszym akcie. Dalej, dalej; czas na film od proroków ogłoszony, od narodów upragniony - The Avengers!

Szczerze? Myślę, że to będzie piękna katastrofa. Żeby koncept superhero team wypalił na ekranie, potrzebna jest note-perfect execution; nadzieję budzi to, że origin stories są już niepotrzebne - niemal wszyscy mieli tu już własny pełnometrażowy film. Widzimy już, że Loki z Thora wraca, co jest sympatycznym nawiązaniem do pierwszej przygody komiksowych Avengers, ale taki film będzie potrzebował czegoś więcej, niż sympatycznych nawiązań. Zobaczę to z przyjemnością, ale bez wywindowanych nadziei; będzie cudem, jeśli film nie zapadnie się pod własnym ciężarem - tyle postaci, tyle historii! Krótko mówiąc, po raz pierwszy zobaczymy na kinowym ekranie postacie, które - like it or not - tworzą współczesną mitologię; to w końcu prawdziwe ikony, o których opowieści są publikowane od ponad pięćdziesięciu lat bez przerwy. Avengers assemble! Aby nie wyjść z komiksowych klimatów - oto Nick Cage i jego Ghost Rider Zwei!






To jest ten moment, kiedy człowiek może już zwyczajnie podnieść ręce i powiedzieć OK, Nick, rób co uznasz za stosowne! Nicholas Cage uwielbia superbohaterów i uwielbia ich grać, i kto mu tego zabroni? Pierwszy Ghost Rider był średniawy, ale miał urocze momenty (szczególnie chwaliło się wykorzystanie klasycznego kawałka Ghost Riders in the Sky Johnny'ego Casha). Ghost Rider - piekielny duch zemsty w skórze, z łańcuchem i na motocyklu - to dobry i efektowny bohater, pójdę więc na ten film z wiarą w to, że Cage wie, co robi.

A teraz pytanie z wiedzy historycznej: jacy są najfajniejsi villians w historii ludzkości? Naziści, oczywiście! To bardzo klasyczni bad guys - mają swoją filozofię, byli potężni i okrutni, a do tego podbili pół świata i grzebali się też, co jest całkiem nieźle udokumentowane, w okultyzmie i badaniach nad starymi technologiami. Szczególnie te dwa ostatnie punkty sprawiają, że świat konspiracyjny ich uwielbia; jeżeli szukamy złych sił na świecie, to pewnie nadal będą to naziści ukrywający się w Argentynie, na Antarktydzie, we wnętrzu ziemi lub... po ciemnej stronie księżyca!

Neat, huh? Oglądałem ten trailer w całej jego chwale - UFO, nazistów z księżyca, statek kosmiczny George W. Bush, stalowe zeppeliny - i zastanawiałem się matko droga, how can it get better? I właśnie wtedy zaczął grać Laibach!

W zeszłym roku mieliśmy kowbojów i obcych, teraz obcych nazistów... jeśli więc zapytacie, co z filmem Kowboje kontra naziści, skieruję Was po prostu w stronę niemłodej niszowej produkcji Poszukiwacze Zaginionej Arki!

czwartek, 9 lutego 2012

PASERSTWO I MELINIARSTWO!

OK, OK, znowu wabię tylko lewym tytułem, chociaż rzeczy, które sprzedają w kioskach na dworcu PKP w Gdańsku... my oh my, this is some interesting stuff. Na przykład coś takiego:
Kastet - dwie dychu, nóż motylek - dwie dychu, nóż bojowy - pięć dychu; shuriken po piętnaście, nunczaku po piętnaście. Wszystko ma sens, ten kiosk jest bowiem ostatnim miejscem, w którym możecie coś kupić przed wyjazdem z Trójmiasta na Kaszuby.
Gra z kartami. Dobry tytuł to podstawa solidnego marketingu! W przyszłym sezonie ta sama firma zaprezentuje nam Grę z pionkami. Zdjęcie zrobiłem właśnie dla tego tytułu, ale oglądając je na komputerowym ekranie zauważyłem też...
...Grę dla wszystkich i cudowne cherubinki-hybrydy. Kolor skóry niby ziemski, ale wielkie czarne oczęta prosto z Zeta Reticuli!
Tutaj z kolei widzimy klocki uznanej firmy LEYI, które są CHILDREN FAVORITE MANY MODELS TO CHOOSE FROM! Podróby Lego to nic nowego, ale urzekła mnie zarośnięta morda naszego fajerfajtera, siekiera dziarsko wzniesiona do ciosu oraz flaszka w drugiej ręce - może miała to być gaśnica, ale w połączeniu z gębą i krokiem kojarzy mi się jednoznacznie! Spójrzcie, heeeere's Johnny!
Przyjemnych snów, chłopcy i dziewczęta.

środa, 8 lutego 2012

Z promocyjnego kosza: Dungeons of Dredmor

Starzy czytelnicy pamiętają być może, że wieki temu zachwycałem się niewielką, lecz szaleńczo złożoną grą Ancient Domains of Mystery - bądź, w skrócie, ADOM. ADOM to jeden z wybitnych reprezentantów gatunku roguelike, czyli turowych gier fabularnych polegających głównie na penetrowaniu podziemi i wybijaniu w pień całych gatunków potworów. ADOM pozostaje w moich oczach niedościgniony, ale jego grafika była zrealizowana w najprostszy możliwy sposób - w antycznym trybie ASCII. Kiedy więc usłyszałem, że na Steamie w promocji jest nowoczesna wariacja na temat gier roguelike obleczona w dwuwymiarową oprawę wizualną, cóż mogłem zrobić? Wysupłałem 99 ojrocentów.
Cena promocyjna: 0.99 euro

Dungeons of Dredmor jest humorystycznym hołdem wobec gatunku roguelike, który nieco mylnie reklamowany jest jako jego parodia. Nie jest parodią - roguelikeowe elementy zagrane są stuprocentowo straight - jest po prostu pełen humorystycznych nawiązań do innych gier, filmów, seriali i tak dalej. Zacznijmy od trzech słów o fabule!

Ta jest tak szkicowa, jak to zwykle w roguelikeach bywa i sprowadza się mniej więcej do "zły czarownik Dredmor przebudził się po latach, czas, by heroiczny bohater ZNÓW odesłał go na spoczynek! Niestety, tym bohaterem jesteś TY." Ton tego wstępu zdradza dobrze, z jakim rodzajem humoru mamy w grze do czynienia; gwarantuję wam, że to ZNÓW! staje się zabawniejsze po każdej kolejnej śmierci i restarcie gry. Nasz bohater ma przed sobą krótki żywot; jak to w grze z tego gatunku (nie mogę powtarzać jak katarynka roguelike, roguelike!) losowość jest spora i trzeba naprawdę dobrego planowania, by sprostać spotykanym w coraz głębszych korytarzach bestiom. Niekiedy zaś spotykamy losowo wygenerowanego potwora, któremu zwyczajnie nie damy jeszcze rady, niezależnie od taktyki - i wtedy należy salwować się ucieczką, co jest czymś, co w dzisiejszych doskonale zaplanowanych grach trudno spotkać.

Dlaczego zatem nie walczymy do ostatka, a po ewentualnej klęsce nie załadujemy zwyczajnie save'a? Dungeons of Dredmor, wzorem starszych braci w gatunku, posiada bowiem opcję permadeath - faktycznej śmierci. Możemy zapisać grę tylko wtedy, gdy z niej wychodzimy; kiedy postać umiera, zapisany stan przepada razem z nią. Opcję tę można wyłączyć, ale odziera to grę z uroku i wyzwania!
Wracając do kwestii fabuły i humoru - o ile rozgrywka jest standardowym roguelike, o tyle umiejętności, wrogowie czy przedmioty są bardzo często komediowe. Obok klasycznych zdolności w rodzaju walki mieczem, kowalstwa czy magii ognia możemy nauczyć naszą postać magii matematycznej, grzyboznawstwa czy archeologii - ta ostatnia gwarantuje nam na przykład fedorę a'la Indiana Jones w wyposażeniu początkowym i serię zdolności opatrzonych nazwami w rodzaju "To powinno być w muzeum!" (odsyła znaleziony przedmiot magiczny do rządowego magazynu i gwarantuje nagrodę w postaci punktów doświadczenia) czy "To tłumaczenie jest do niczego!" (pozawala trwale zmienić moce przedmiotu magicznego). Dodajmy do tego osobliwych przeciwników, którzy witają nas okrzykami bojowymi w rodzaju "brzydko wyglądasz!", "twoja magisterka z podziemioznastwa jest guzik warta!" lub "jeszcze jeden łowca przygód i przechodzę na emeryturę!", i mamy mniej więcej pełny obraz tego, czego można się spodziewać. Przedmioty, które możemy znaleźć, wahają się od standardowych zbroi i mieczy aż po gadżety w rodzaju szkockiego kiltu, magicznego sombrera czy wszechobecnego lutefisku (który istnieje naprawdę i jest tradycyjną norweską potrawą!). Mamy więc klasyczny shotgun humor - dziesięć tysięcy dowcipów różnej klasy, nieustannie. Oznacza to, że wiele z nich zupełnie nas nie ruszy, ale podnosi też szansę, że w takiej ich nawałnicy znajdziemy coś, co faktycznie nas rozłoży!

Mechanika gry sprawia odpychające wrażenie, ale tak to zawsze jest z roguelike'ami. Zostajemy od razu rzuceni na głęboką wodę - wybieramy początkowe siedem zdolności i hop do podziemi! Całość jest na tyle złożona, że pewne niuanse i wzajemne interakcje zaczniemy dostrzegać dopiero, gdy odpowiednio otrzaskamy się z grą i parokrotnie już padniemy. Najlepiej jest więc zacząć od zdolności prostolinijnych (lepsze władanie bronią, większa odporność na ciosy) i stopniowo eksperymentować. Samych cech postaci jest bowiem ogrom - kilka podstawowych oraz kilkadziesiąt pomniejszych, wynikowych. Ich opisy są na szczęście dosyć klarowne i często zabawne, trudno więc mieć to autorom za złe!
Starą zmorą roguelike'ów jest ezoteryczny sposób sterowania, w rodzaju "naciśnij SHIFT + >, by zejść po schodach" albo "naciśnij d żeby upuścić przedmiot, SHIFT+d żeby wypić miksturę, CTRL+d żeby..." Dungeons of Dredmor podjęło heroiczną próbę uproszczenia tego wszystkiego - możemy grać nawet wyłącznie korzystając z myszki. Ludziom, którzy przyzwyczaili się już do robienia wszystkiego z poziomu klawiatury polecam poruszanie się strzałkami i włączenie opcji "move as interaction" oraz "autoloot", które pozwalają prowadzić zabawę niemal wyłącznie klawiszami.

Dungeons of Dredmor to gra, która da nam dokładnie tyle radości, ile wysiłku jesteśmy gotowi w nią zainwestować - nie ukrywam, że z początku trzeba pomęczyć się nieco i spędzić chwilę wertując opisy zdolności czy statystyk postaci, a pierwszych kilka gier skończymy zapewne już na pierwszym lub drugim poziomie podziemi, zadziobani przez wszechobecne diggle - stanowiące maskotkę gry podziemne ptaszydła. Każda rozgryziona zdolność czy odnaleziona opcja przynosi jednak masę satysfakcji - a do tego gra szaleje nawet na netbooku w rozdzielczości 1024 na 600! Zdecydowanie polecam - w promocji bez chwili zastanowienia, ale nawet w pełnej cenie; ta oscyluje w okolicach 4 euro.

wtorek, 7 lutego 2012

Bzzzzz!

Z pereł spod tablicy: rozmawialiśmy akurat na temat rozkładu dnia - klasyczna zabawa w Present Simple - i na pytanie what do you do in the evening? jeden z panów odpowiedział z pełną swobodą i lekkością Well, I shave my daughters every evening. Dwie sekundy ciszy. Pięć sekund ciszy. Zastanawiam się - powiedział to tak ładnie i poprawnie, może faktycznie je goli? Cholera wie! Siedem sekund ciszy i w końcu pytanie tego samego pana nie? Wtedy dopiero kolega obok nie wyrobił i zaczął wyć ze śmiechu, do czego kolejnym powodem według niego byłem ja i moja głęboko skonsternowana mina. Pierwszemu panu chodziło akurat o mycie córek - ma małe dzieci - ale panowie natychmiast popłynęli z rytmem i zaczęli twierdzić, że to by faktycznie pasowało; ojciec ogolony na łyso, może co wieczór siadają całą rodziną i golą się pospołu na zero. Bzzzzz!

Marta z Mazowsza podesłała mi też dzisiaj ciekawą mapkę - wstydliwe rekordy poszczególnych stanów. Rzućcie okiem, można powiększyć!
Gonorrhea - rzeżączka, pamiętajcie! Łapią też za serce ugliest residents. Sorry, North Dakota, that's them apples! Ciekawe, jak wyglądałaby podobna mapka polskich województw?

poniedziałek, 6 lutego 2012

Prawdziwa muzyka elektroniczna powstawała na Amigach i trackerach!

Chciałem wrzucić ten kawałek w jego trackerowej wersji, ale niestety zablokowano możliwość jej umieszczania. Posłuchajcie zatem nieco odpicowanej interpretacji poniżej!

Kiedy już nasycicie swoje uszy, tutaj możecie znaleźć wersję z trackera.

niedziela, 5 lutego 2012

Obcy przychodzą po Wasze dzieci!

Wspominałem kiedyś, że znalazłem serię rysunków dziecięcą dłonią wykonanych, które przedstawiają porwania przez obcych!
Oto na przykład obcy otaczający łóżko, autorka rysunku pod kołdrą.
Obcy zabierają dzieci nocą.
Kolejny z serii "obcy przy łóżku".
Tutaj te linie wypływające z głowy mają ponoć być odzwierciedleniem telepatii!
Tu podobny manewr artystyczny co wyżej.
Obcy wyciągają dziewczynkę z łóżka!
I na koniec - obca dziewczynka, czyli hybryda, z którą bawiło się jedno z porwanych dzieci.

Proste i piękne, prawda? Tak piękne, że pragnę więcej takich ilustracji! Może któreś z Was ma ochotę spełnić się twórczo i narysować w podobnym stylu własne sceny z uprowadzeń? Zachęcam, mogą nawet być nagrody - po zimowych promocjach mam na Steamie kilka drobnych gier na zbyciu, między innymi nastrojową platformówkę Limbo!

sobota, 4 lutego 2012

Small town, saturday night #6: gry i zabawy kaszubskiej dziatwy

W wielu miastach w parkach i przy blokach stoją betonowe stoły z naniesionymi na nie szachownicami, ale moje miasto powiatowe poszło o krok dalej - i postawili też marmurową planszę do chińczyka. Doskonały pomysł!Widzicie też, że kaszubski lud gra namiętnie nawet bez pionków - wystarczy kilka szlugów, zapałek i kapsli ulubionego piwa!

piątek, 3 lutego 2012

Plastikowe oczy!

Kupiłem właśnie woreczek zawierający kilkadziesiąt oczu - i chociaż jestem na Kaszubach, oczy nie są organiczne, a plastikowe. Po co mi ich tyle? Widzicie, umysł ludzki to ciekawa rzecz - wystarczy doczepić gdzieś plastikowe oczy, by zaczął antropomorfizować różne przedmioty. I tak oto...
...sedes-muppet!
WOCKA WOCKA WOCKA!
Mniejsza istota...
...i większa istota!
Radio siostry. Nie wiem, czy już się zorientowała, że ożyło!

Trudno też nie czuć przyjemnej paranoi, gdy nawet sprzęty domowe nieustannie śledzą człowieka spojrzeniem! Plastikowe oczy - the way of the future.